RSS
 

312. To naprawdę ja

12 mar

Spojrzałem w kalendarz (bo w lustro to już strach patrzeć) i zauważyłem, że we wrześniu będzie dziesiąta rocznica założenia tego bloga. Od razu wpadłem na pomysł, że napiszę wtedy notkę, żeby jakoś to uczcić. Ale pierdzielę, nie chce mi się czekać tyle miesięcy. W imię czego? A jak nie dożyję? W sumie to dziwię się, że nikt jeszcze nie wykasował tego dziwnego pamiętnika z netu. Prawie cztery lata milczenia to jednak szmat czasu. Ale w końcu dziesięć lat temu wysyłając SMS za pięć złotych zostałem zapewniony, że to opłata dożywotnia. Ktoś w Polsce jednak dotrzymuje słowa. Niebywałe.

Przejrzałem archiwum. Jaki ja byłem pieprznięty, naiwny i zbuntowany. Szczególnie w notkach z lat 2003 – 2006. Ale, cholera, dobrze mi z tym. Ba, zajebiście mi z tym. Jakbym przez całe życie był takim sam, to bym chyba sam ze sobą nie wytrzymał. Nutka autoironii jeszcze mi została, więc totalnym nudziarzem jeszcze nie jestem.

Co u mnie słychać? Pracuję. I już nie piszę o żużlu. Nie dlatego, że mnie wylali. Kocham ten sport, ale z perspektywy obserwatora jest o wiele piękniejszy. Z pozycji dziennikarza dostrzegałem jedynie coraz większe bagienko i z dnia na dzień traciłem serce do speedwaya. Teraz żużlowe stadiony odwiedzam niemal równie często jak wcześniej, ale tylko po to, żeby delektować się pięknem tego sportu.

Kilka lat temu powiedziałem mej kochanej Asi, że pisanie o żużlu jest fajne, ale mnie się marzy pisanie o piłce nożnej. Zażartowałem nawet, że spróbuję się przebić i będę komentował mundial w Brazylii w 2014 roku. Ale zejdźmy na ziemię. Następcą Szpakowskiego czy innego Borka raczej nie zostanę, zresztą to w ogóle nie jest moim celem. Nigdy jednak nie przypuszczałem, że z mego uwielbienia do futbolu narodzi się książka, którą ktoś zechce wydać. Cóż, w listopadzie zapraszam do księgarń niezależnie od tego czy kochacie FC Barcelonę, czy macie jej serdecznie dość.

Mówi się, że mężczyźni to wieczne dzieci, tylko z wiekiem zabawki im drożeją. Moje ulubione jak na razie się nie zmieniły. Komputer/konsola oraz piłka. Partyjka w ulubioną grę lub kilka rzutów do kosza/strzałów na bramkę i od razu schodzi z człowieka stres. Parę dni temu przeszedłem na smartphonie Bust-a-move. Sto leveli. Radość taka sama, jak w latach dziewięćdziesiątych, gdy dorwałem tę produkcję po raz pierwszy.

Dobra, kończę i idę po lizaka.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

311. Sam w domu

24 sie

Witam wszystkich wiernych czytelników po ponad miesięcznej przerwie. Przepraszam za tak długą nieobecność, ale byłem totalnie zdołowany i jakoś nie miałem ochoty z nikim się tym dzielić. Dobra, nie patrzcie już tak na mnie – żartowałem. Wakacje są, słońce grzeje, co rusz wypadają najpiękniejsze weekendy mojego życia i po prostu jakoś nie było okazji, żeby coś naskrobać na moim starym i poczciwym blogasku. Wybaczycie, prawda?

Ta wiadomość spadła na mnie niczym grom z jasnego nieba. Niedawno rodzinka oznajmiła mi, że wyjeżdża sobie na dwa tygodnie do Bułgarii, i że ja mam w tym czasie radzić se sam i zajmować się domem. No i tak już od tygodnia kibluję w ogromnej chałupie, otoczonej ogromnym sadem oraz z działką ogrodową na tyłach. Sam se gotuję (dobrze, że odziedziczyłem po rodzicach przynajmniej cząstkę talentu kulinarnego, bo dzięki temu wiem, że jednak nie jestem adoptowany, jak to twierdzi moja siostrzyczka), sam sprzątam, sam piorę i w ogóle wszystko robię sam. Wiem, mam psa, który nawet z braku laku zaczął się mnie wreszcie słuchać, ale Szaman niestety ma problemy z okazywaniem uczuć i jak próbuję się do niego przytulić, to on tylko odwraca ten swój wielki łeb. Pewnie nie jest bi. Ale nic, w sobotę i niedzielę to nadrobię. A mój kaukaz niech żałuje.

Jakiś czas temu na naszej (mogę tak mówić, prawda?), toruńskiej Motoarenie były sobie zawody o tytuł Indywidualnego Mistrza Polski. Wszystko ładnie i pięknie, ale to był pierwszy żużel w moim życiu, na którym odczuwałem autentyczny strach. Wypadek Karola Z. i Damiana B. to jedna z tych rzeczy, których w speedwayu nie cierpię. Huk bezwładnego ciała, uderzającego o nawierzchnię toru zostanie w mej głowie jeszcze przez wiele lat. I widok nieprzytomnego Karola, który miał krwotok z ust. Tak jak ten wypadek samochodowy sprzed 4 lat, w którym zginął człowiek. Dobrze, że chłopaki dali radę.

Zmieniając temat na bardziej przyjemny, w ostatnim czasie uległem poważnej rusyfikacji. Czytam „Szkołę Wyprzedzania” (wkrótce w księgarniach), która opowiada o ruskich żużlowcach, słucham ruskiej muzyki, a cyrylica stała się dla mnie alfabetem tak powszechnym, jak podczas pobytu na wakacjach w Bułgarii, które rodzice fundowali mi dość często za młodego młodu. I nie, ja wcale nie zwariowałem. Ten wykreowany świat wciągnął mnie na tyle, że smutno mi się robi na myśl, że do końca lektury zostało zaledwie około 50 stron.

Ale dzisiaj smęcę, nie? Poczucie winy po wczorajszym. Ale już mi lepiej.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

310. Totalna komercha

22 lip

W sobotę była wizyta u Szwejka, ale speedwaya niestety nie było. Deszcz wszystko popsuł i siedzieliśmy na kanapie robiąc różne dziwne rzeczy, które wzbudzały pełne politowania spojrzenia współtowarzyszy niedoli. Na mojej ręce powstał nawet tatuaż przedstawiający krzyżówkę żużlowca, żółwia ninja oraz „Pudziana”. Piękne dzieło, ale przetrwało tylko do pierwszego użycia mydła. A droga od Szwejka do domu była długa, kręta i… ulewna. Nie ma to jak w trzy osoby stać pod teatrem i pod jednym parasolem oczekiwać na transport. Efekty były takie, że nikt z tego suchy nie wyszedł. No, może poza spoczywającym w mej kieszeni rysunkiem Wani. Kto to jest Wania? Aaa, taki jeden Rusek…

Żużel w telewizji był za to w niedzielę od niemal bladego świtu, jednak ciężko się go ogląda na zakodowanym C+. Bo Poważnyj może wydać się Gollobem, a ostatecznie okazać się Sajfutdinowem. No, ale nieważne. Grunt, że jest kolejne złoto dla biało-czerwonych. Gorzej natomiast, iż przez ten przedłużający się leszczyński horror przesunęli nam Derby Pomorza na godzinę 21:00, dzięki czemu speedway na Motoarenie po raz kolejny nas ominął. 60 zł (koszt zakupionych wcześniej biletów) poszło się kopulować, ale pocieszamy się myślą, że już w sobotę odbijemy se to podczas finału IMP. No chyba, że matka natura znowu spłata nam figla.

Wojaży po arenach cyklu Grand Prix ciąg dalszy. Była Praga, było Leszno, a teraz przyszedł czas na Bydgoszcz. No, może jeszcze nie teraz, a 17. października, ale najważniejsze, że bilety już zarezerwowane i opłacone. Sektor A. Marzenia o „zaliczeniu” wszystkich tych stadionów powoli się realizują. Normalnie nie mogę uwierzyć, że w przyszłym roku wizyta na Kopenhaskim Parken stanie się rzeczywistością. I może na Millennium Stadium w Cardiff też. Przed Sylwestrem wszystko się okaże.

Ciężko jest się wziąć do roboty po kilku dniach lenistwa. Od soboty do dnia wczorajszego nie napisałem ani jednego newsa, artykułu itp., ale w końcu trzeba było powrócić z błogiej krainy nieróbstwa, bo dziennikarstwo to przecież ważna misja. Tak, proszę państwa. Rzetelna informacja jest niezwykle cenna w dobie PAP-ów i innych podobnych wynalazków, które często wciskają ludziom totalny kit. W mediach ostatnimi czasy zatraciła się hierarchia wartości i chęć zysku zaczęła przebijać chęć spłodzenia czegoś wartościowego. Nawet nie chodzi mi już o tabloidy. Ja z doświadczenia natomiast wiem, że na rzetelnych informacjach da się zarobić równie dobrze jak na poszukiwaniu taniej sensacji. Fakt, trzeba poświęcić troszkę więcej czasu, ale przynajmniej bez obaw można podpisywać się pod swoimi „dziełami” imieniem i nazwiskiem.

W drugiej (a właściwie to pierwszej) pracy szefa nie ma, to i luzu więcej jest. Zazdroszczę mu trochę, że podziwia on w tej chwili piękne widoki w Danii oraz Norwegii, ale to chwilowe poczucie świętego spokoju jest dla mnie bezcenne. Aż z agresywnej muzy wzięło mnie na coś delikatniejszego, np. na Nightwish. Pamiętam jak w 2005 roku Finowie supportowali w Chorzowie Iron Maiden. Wtedy uważałem, że to totalna komercha, ale teraz mam to w dupie.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS